Przemyślenia rok po ślubie…

Stało się, sama nie mogę w to uwierzyć. Ten czas tak szybko leci, że planuję wynaleźć urządzenie które będzie miało funkcję rozciągania czasu i je opatentować. Myślę że popyt byłby ogromny, a ja przeskoczyłabym w tabelkach samego Gatesa. Wiecie willa w Kalifornii, własny odrzutowiec i te sprawy, jednak o tym innym razem, w końcu nie o tym miał być dzisiejszy wpis. A więc wracając do tematu, dokładnie dzisiaj mija rok od kiedy formalnie jesteśmy z M. małżeństwem.

IMG_0012.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Ktoś powie, też mi coś, małżeństwo to w dzisiejszych czasach przereklamowany temat, teraz większość tworzy związki, są partnerami. Powiem Wam szczerze, że też tak myślałam, jednak jako żona z rocznym stażem, muszę przyznać, że to zupełnie inny poziom wtajemniczenia w związek.

Niby to tylko papierek, a jednak daje jakieś dziwne poczucie bezpieczeństwa. Pewnie po ślubie również można się rozejść, ale nie jest już to zwykłe spakowanie walizek i zamknięcie drzwi, bez sądu się nie obejdzie. Jednak może wróćmy do tych pozytywnych aspektów bycia małżeństwem ;).

Jakbyście powiedzieli mi z trzy lata temu, że dziś będę już rok po ślubie i, że nie tylko będę żoną ale i mamą, pewnie zaśmiałabym się i kazała się popukać w czoło. Moje plany były zupełnie inne, jednak życie lubi pisać swoje scenariusze, a jak chcecie rozśmieszyć Boga to powiedzcie mu o swoich planach. No i tak też było w moim przypadku, ktoś,  gdzieś bardzo pomieszał kartki ze scenariuszem…

Jednak mimo to, budzę się codziennie rano i wiecie co? Nie żałuję, co więcej jestem szczęśliwa i spełniona w moich rolach. Nie będę Wam ściemniać, że zawsze jest kolorowo. Nie jest i myślę, że nie ma takich par. Więc jeśli jesteście przed ślubem i myślicie, że małżeństwo to patrzenie razem przez różowe okulary to radzę założyć te przyciemniane.

Bądź co bądź uwielbiam kiedy rano budzi mnie mój osobisty budzik, w postaci Alexa. Swoją drogą, jeśli planujecie mieć dzieci możecie być pewni, że na początku zapomnicie jak obsługuje się budzik, ja nie używałam go od kiedy się urodził. Uwielbiam kiedy M. wraca po nocce i kładzie się obok w łóżku. Uwielbiam udawać, że śpię kiedy mały domaga się już wyciągnięcie z łóżeczka, i wtedy tato wchodzi w swoją rolę.

Kiedyś twierdziłam, że nigdy nie będę typową panią domu, że gotowanie i robienie kanapek mężowi do pracy to staroświecki obowiązek wmówiony stłamszonym kobietą. Dziś, mimo iż do typowej pani domu, tzw. kury domowej, dużo mi brakuje, robię to z przyjemności i nie uważam tego za swój obowiązek. Swoją drogą, wiecie, że mój mąż nigdy nie skrytykował tego co ugotowałam, zawsze zajadał się i chwalił, mimo iż czasem sama czułam, że danie to na pewno nie zasłużyło by na gwiazdkę Michelin.

Mój mąż jest człowiekiem, który zawsze swojego zdania broni do końca. Możecie mi wierzyć, że nie raz zwykła rozmowa przeradza się w małżeńską batalię, bo ja również do uległych nie należę. Jednak wolę to niż miałby mi ciągle przytakiwać, i wpuszczać jednym uchem a drugim wypuszczać.

Jest mężczyzną, który dba o swoją rodzinę. Zawsze potwierdza, że zrobi wszystko, aby niczego nam nie zabrakło. Chyba mam szczęście. No bo przyznajcie, nie wielu jest mężczyzn, którzy zapytani która kurtka jest ładniejsza, odpowiada Kochanie oby dwie są super, weź obie. Przypomniała mi się właśnie taka sytuacja.

Udaliśmy się do galerii, ja z zamiarem zakupu parki. W jednym sklepie spodobały mi się dwie, a że cierpię na wrodzone upośledzenie w podejmowaniu decyzji, długo mierzyłam jedną i drugą. Po czym M. rzekł:

- Jeśli nie możesz się zdecydować, weź dwie.

Jednak, aby dbać o budżet rodzinny i nie wydać miliona monet, zdecydowałam się na jedną. Wyszliśmy ze sklepu i mówię.

- Chciałam mieć taką parkę.

Na to M.

- Skoro chciałaś mieć parkę, czemu wzięłaś tylko jedną .

Za to właśnie go kocham, za jego męską logikę. Myślę jednak, że można mu wybaczyć nieznajomość pojęć typu parka. Raczej nie chciałabym aby mój mąż bardziej ogarniał kobiecy świat niż ja. Ja również, kiedy mówi o samochodach, czuję się jak na wykładzie z fizyki kwantowej. Jednak wiem co to spalony. I to jest właśnie piękne, że razem tworzymy jedną całość.

Kocham to, że nasz życie nie jest zaplanowane, ciągle wszystko dzieje się na spontanie, w rytm reguły Carpe diem. Swoją drogą nasz ślub i wesele zorganizowaliśmy w miesiąc! Co prawda o wtopach i niewypałach  tym dniu można by napisać poradnik pt. ,, Jak nie urządzać wesela”, jednak o tym innym razem.

Często w złości powiemy sobie coś przykrego, jednak zawsze wtedy myślę co jak by to było jak by go nie było ? I wtedy często cała złość mi przechodzi. W sumie to nie potrafimy się długo gniewać. Tak jak gwałtownie są rzucane pociski w czasie kłótni, tak wprost proporcjonalnie szybko się godzimy. Przyznam jednak, że to M. częściej wyciąga rękę, to chyba nasza kobieca domena.

Kocham go za to, że wspiera wszystkie moje pomysły i plany. Jak zakładałam bloga, nie wiedziałam jak zareaguje. Swoją reakcją bardzo mnie zaskoczył, czeka na kolejne wpisy, jeździmy robić zdjęcia do wpisów, jeździ na pocztę wysyłać paczki. Bardzo mnie wspiera i wiem, że we mnie wierzy. Kto wie, może kiedyś sam napisze tu coś dla Was ? ;)

Dlatego też postanowiłam tym wpisem, mu za to wszystko podziękować ;) A więc usiadłam przy swoim wymarzonym biurku, i piszę ten wpis. Biurko jest prezentem od M. na rocznicę właśnie i to jest dowód na to, że czasami mnie słucha ;)…

Długi czas rzucałam aluzję, o tym jak bardzo takie biurko by mi się przydało. Któregoś wieczora jak weszłam do pokoju M. zamknął w pośpiechu przeglądane strony w internecie. I tu zadziałał mój zmysł szpiegowski, jestem straszna, powiecie, i będziecie mieć zupełnie rację. Jednak było to dla mnie na tyle podejrzane, że sprawdziłam ostatnio przeglądaną stronę i okazało się, że były to właśnie biurka. Zrobiło mi się tak głupio, że nie macie nawet pojęcia, jednak swoją drogą, na pewno sprawdziłabym się w pracy w FBI. Może jednak wszystko złożyło się dość fortunnie, ponieważ nasze gusta troszkę się różnią, a tak razem pojechaliśmy na zakupy, i sama wybrałam sobie to jedno, jedyne, przy którym właśnie piszę ten tekst. Jak poukładam w nim wszystko na pewno wrzucę fotkę i się pochwalę, tymczasem uciekam do mężczyzn mojego życia . Buziaki <3

 

 

20 comments on “Przemyślenia rok po ślubie…

  1. U nas spontan się skończył, gdy pojawiły się dzieci. Teraz więcej planujemy, ale też częściej plany bierze w łeb, bo raz choroba innym razem złamana noga, czy rozwalona głowa. Takie nudne życie po 6 latach małżeństwa

  2. Trzeba się lubić, by we wspólnym życiu było fajnie. Brzmi, jak banał, ale to właśnie takie małe rzeczy, jak to biurko czy pochwalenie czyjegoś ‚średniego’ obiadu :)

  3. Ja jestem już 7 lat po ślubie. Życzę Wam, żebyście zawsze byli tak szczęśliwi, jak w dniu ślubu :)

  4. Ja akurat nie odczułam jakichś wielkich zmian czy nie zaznałam wyższego stopnia wtajemniczenia w związku, ale i tak nie zamieniłabym małżeństwa na nieformalne partnerstwo. Jesteśmy rodziną, jesteśmy sobie bliscy i nikt nie traktuje nas już jak wiecznych narzeczonych ;)

    Gratuluję rocznicy!

  5. To wielkie szczęście spotkać w życiu swoją drugą połówkę, ja właśnie rozstałam się z moim wieloletnim partnerem i muszę zacząć poszukiwania na nowo… Wszystkiego najlepszego na przyszłość! :)

  6. Jako blogerka weselna nigdy nie powiem, że małżeństwo jest przereklamowane! Gratuluję pierwszego roku i życzę jeszcze 99. ;)
    Skoro Twój mąż czyta bloga, to powodzenia przy następnym udawaniu, że śpisz ;)
    Nigdy nie będzie idealnie. Nikt idealny nie jest, to i idealnie w związku nie będzie. Ważne, aby dużo rozmawiać i trzymać się tych samych celów w życiu <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *